„Będzie Pan zadowolony”, czyli jak daliśmy się zapędzić w kozi róg
„Wymień piec na gazowy!” – krzyczały nagłówki. „Będzie czysto, tanio i ekologicznie” – zapewniali eksperci. „Unia daje dotacje, grzech nie brać” – szeptali sąsiedzi. Brzmi znajomo? Ilu z nas dało się uwieść tej wizji nowoczesności, która miała zdjąć nam z głowy brudny węgiel i uciążliwe dorzucanie do pieca?
Dziś, patrząc na rachunki i zmieniające się przepisy, trudno nie odnieść wrażenia, że wpadliśmy w pułapkę. Czy to zwykła naiwność, czy może systemowe wyłudzanie pieniędzy od zwykłych ludzi pod płaszczykiem walki o planetę?
Gazowy „raj”, który wyparował
Jeszcze chwilę temu gaz był przedstawiany jako paliwo przejściowe – zbawca naszych płuc i portfeli. Dziś rzeczywistość skrzeczy. Ceny gazu szybują w górę, a Bruksela nagle zmieniła narrację: gaz już nie jest „eko”. Inwestorzy, którzy zaufali systemowi i wpompowali tysiące złotych w instalacje gazowe, zostali z ręką w nocniku.
Zamiast obiecanych oszczędności mamy:
-
Niepewność: Bo nikt nie wie, kiedy pojawią się nowe opłaty od emisji (ETS2).
-
Koszty: Które zamiast maleć, stale drenują domowe budżety.
-
Poczucie oszustwa: Bo to, co wczoraj było promowane, jutro może być zakazane.
Pompy ciepła: Kolejny odcinek tego samego serialu?
Kiedy gaz przestał być modny, na scenę weszły pompy ciepła. „To jest to! Czysta energia!” – słyszymy znowu. I znów Polacy ruszyli do sklepów, biorąc kredyty i dotacje. Ale i tu zaczynają pojawiać się rysy na idealnym obrazie.
Mało kto wspominał o normach hałasu. Wyobraźcie sobie: montujecie urządzenie za kilkadziesiąt tysięcy, a kilka tygodni później puka do Was straż miejska z sonometrem, bo sąsiadowi przeszkadza buczenie. Mandaty za hałas to nie miejska legenda, to realne zagrożenie prawne, o którym handlowcy „zapominają” wspomnieć przy podpisywaniu umowy. Do tego dochodzą drastyczne podwyżki cen prądu, które sprawiają, że „darmowe” ciepło z powietrza staje się luksusem dla wybranych.
Wielkie oszustwo czy brak myślenia?
Moim skromnym zdaniem, to co obserwujemy, to gigantyczny mechanizm wyciągania pieniędzy. Najpierw mówi się nam, że X jest dobre, potem że X jest złe i trzeba kupić Y. Kiedy już wszyscy kupią Y, okazuje się, że Y szkodzi, hałasuje albo jest zbyt drogie w utrzymaniu.
„Jak nie kijem, to pałką” – to przysłowie idealnie opisuje sytuację współczesnego podatnika, który chce po prostu ogrzać swój dom.
Narzucane przez UE i rządy regulacje często mijają się z realiami życia zwykłego człowieka. Czy naprawdę chodzi o ekologię? Gdyby tak było, rozwiązania byłyby stabilne i przewidywalne na dziesięciolecia, a nie zmieniane co sezon jak kolekcja ubrań w sieciówce.
Czas zacząć myśleć samodzielnie
Zanim kolejny raz damy się nabrać na „świetną okazję” i „unijne standardy”, warto zadać sobie pytanie: komu to się naprawdę opłaca? Bo na pewno nie nam. Jesteśmy królikami doświadczalnymi w wielkim eksperymencie energetycznym, za który sami musimy płacić.
Ciekaw jestem, kiedy to wszystko „pierdyknie”. Bo granica wytrzymałości ludzkiego portfela i cierpliwości nie jest z gumy. Czy wyciągniemy wnioski, zanim zaproponują nam kolejną „rewolucyjną” technologię, za którą znów zapłacimy majątek?
A jakie są Wasze doświadczenia? Też czujecie się nabrani w „gazową” albo „pompwową” pułapkę? Dajcie znać w komentarzach!
Dodaj komentarz
Komentarze