Czy świat zwariował?

Opublikowano w 15 lutego 2026 14:43
Ocena: 5 gwiazdek
1 głos

Tak dobie myślę, czy ta cała segregacja to...

Wielka Śmieciowa Mistyfikacja: Czy UE chce, żebyśmy mieszkali w wieżach z koszy?

Znasz to uczucie, gdy w środku nocy, zamiast smacznie spać, trafiasz na lekturę, która podnosi Ci ciśnienie skuteczniej niż podwójne espresso? Ostatnio, walcząc z bezsennością, wpadłem na genialne wieści z Brukseli. Unia Europejska znów „usprawnia” nam życie, wprowadzając nowe standardy kolorystyczne pojemników na odpady. I tu pojawia się pytanie: czy my naprawdę musimy brać udział w tym festiwalu absurdu?

Architektura wnętrz według urzędnika

Wyobraźmy sobie typową polską rodzinę: 40 metrów kwadratowych w bloku, dwoje dorosłych, dwójka dzieci i kuchnia, w której dwie osoby to już tłok. Według unijnych wizjonerów, ta rodzina powinna teraz wygospodarować miejsce na pięć, sześć, a może i dziesięć kolorowych pojemników.

Jak to ma wyglądać w praktyce? System pionowy?

„Synu, widzisz ten różowy pojemnik pod samym sufitem? Wejdź no szybko na drabinę i wrzuć tam tę żarówkę. Tylko uważaj, żebyś przy okazji nie zahaczył o niebieski na papier i nie spadł na żółty z plastikiem!”

To nie jest segregacja, to jest sport ekstremalny wewnątrz własnego mieszkania. A co z domkami jednorodzinnymi na małych działkach? Wybór jest prosty: albo masz przejście do altanki, albo wystawiasz przed domem armię kolorowych kubłów, które w razie pożaru skutecznie odetną Ci drogę ucieczki. Ale hej, przynajmniej spłoniesz w zgodzie z najnowszymi dyrektywami!

Mitologiczne „komory” w śmieciarkach

W Internecie pełno jest legend o nowoczesnych śmieciarkach z dwudziestoma komorami, gdzie każdy woreczek jest traktowany z namaszczeniem godnym relikwii. Cóż, teoria swoje, a życie swoje.

Obserwuję moich lokalnych „operatorów systemów utylizacji” co tydzień. Scenariusz jest zawsze ten sam:

  1. Wystawiam karton po zakupach.

  2. Do środka wrzucam styropian, folię, czasem szkło (no co, przecież to „odpady”).

  3. Podjeżdża wielka maszyna.

  4. Panowie wrzucają wszystko do jednego gara, zero dźwigni, zero przełączników, zero segregacji.

Efekt? Wszystko miesza się w jednym wielkim uścisku. Więc po co te teatrzyki z kolorowymi workami? Po co mycie kubeczków po jogurtach, skoro i tak wszystko kończy na tej samej stercie?

Komu to służy? (Podpowiedź: nie Tobie)

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Produkcja milionów nowych, kolorowych pojemników, miliardów plastikowych worków w specyficznych odcieniach – to jest biznes, o jakim nam się nie śniło. Nie zdziwiłbym się, gdyby autorzy tych przepisów mieli w szufladach akcje firm produkujących plastikowe kubły.

To czyste wyciąganie pieniędzy pod płaszczykiem ekologii. W USA czy w Niemczech pewnie też się z tego śmieją, albo przynajmniej mają większe kuchnie, żeby ukryć ten absurd. My natomiast dajemy się zapędzić w kozi róg (albo w róg zawalony koszami).

Segregacja w obecnym wydaniu to nie ratowanie planety – to test na naszą cierpliwość i uległość wobec głupoty.

 

 


Co o tym sądzicie? Czy Wasze śmieciarki też mają „niewidzialne komory”, czy może już budujecie w kuchniach wieżowce z koszy na śmieci? Dajcie znać w komentarzach!

 

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador