Tak dobie myślę, czy ta cała segregacja to...
Wielka Śmieciowa Mistyfikacja: Czy UE chce, żebyśmy mieszkali w wieżach z koszy?
Znasz to uczucie, gdy w środku nocy, zamiast smacznie spać, trafiasz na lekturę, która podnosi Ci ciśnienie skuteczniej niż podwójne espresso? Ostatnio, walcząc z bezsennością, wpadłem na genialne wieści z Brukseli. Unia Europejska znów „usprawnia” nam życie, wprowadzając nowe standardy kolorystyczne pojemników na odpady. I tu pojawia się pytanie: czy my naprawdę musimy brać udział w tym festiwalu absurdu?
Architektura wnętrz według urzędnika
Wyobraźmy sobie typową polską rodzinę: 40 metrów kwadratowych w bloku, dwoje dorosłych, dwójka dzieci i kuchnia, w której dwie osoby to już tłok. Według unijnych wizjonerów, ta rodzina powinna teraz wygospodarować miejsce na pięć, sześć, a może i dziesięć kolorowych pojemników.
Jak to ma wyglądać w praktyce? System pionowy?
„Synu, widzisz ten różowy pojemnik pod samym sufitem? Wejdź no szybko na drabinę i wrzuć tam tę żarówkę. Tylko uważaj, żebyś przy okazji nie zahaczył o niebieski na papier i nie spadł na żółty z plastikiem!”
To nie jest segregacja, to jest sport ekstremalny wewnątrz własnego mieszkania. A co z domkami jednorodzinnymi na małych działkach? Wybór jest prosty: albo masz przejście do altanki, albo wystawiasz przed domem armię kolorowych kubłów, które w razie pożaru skutecznie odetną Ci drogę ucieczki. Ale hej, przynajmniej spłoniesz w zgodzie z najnowszymi dyrektywami!
Mitologiczne „komory” w śmieciarkach
W Internecie pełno jest legend o nowoczesnych śmieciarkach z dwudziestoma komorami, gdzie każdy woreczek jest traktowany z namaszczeniem godnym relikwii. Cóż, teoria swoje, a życie swoje.
Obserwuję moich lokalnych „operatorów systemów utylizacji” co tydzień. Scenariusz jest zawsze ten sam:
-
Wystawiam karton po zakupach.
-
Do środka wrzucam styropian, folię, czasem szkło (no co, przecież to „odpady”).
-
Podjeżdża wielka maszyna.
-
Panowie wrzucają wszystko do jednego gara, zero dźwigni, zero przełączników, zero segregacji.
Efekt? Wszystko miesza się w jednym wielkim uścisku. Więc po co te teatrzyki z kolorowymi workami? Po co mycie kubeczków po jogurtach, skoro i tak wszystko kończy na tej samej stercie?
Komu to służy? (Podpowiedź: nie Tobie)
Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Produkcja milionów nowych, kolorowych pojemników, miliardów plastikowych worków w specyficznych odcieniach – to jest biznes, o jakim nam się nie śniło. Nie zdziwiłbym się, gdyby autorzy tych przepisów mieli w szufladach akcje firm produkujących plastikowe kubły.
To czyste wyciąganie pieniędzy pod płaszczykiem ekologii. W USA czy w Niemczech pewnie też się z tego śmieją, albo przynajmniej mają większe kuchnie, żeby ukryć ten absurd. My natomiast dajemy się zapędzić w kozi róg (albo w róg zawalony koszami).
Segregacja w obecnym wydaniu to nie ratowanie planety – to test na naszą cierpliwość i uległość wobec głupoty.
Co o tym sądzicie? Czy Wasze śmieciarki też mają „niewidzialne komory”, czy może już budujecie w kuchniach wieżowce z koszy na śmieci? Dajcie znać w komentarzach!
Dodaj komentarz
Komentarze